Afterplay
HEBEL: Czy samotność można odczarować?, Jarosław Hebel, Moja Przestrzeń Kultury, 17.09.2026r.

Obejrzałem spektakl „Afterplay” w reż. Bogdana Michalika w Teatrze Współczesnym i po przedstawieniu z zachwytu na moment odebrało mi mowę. Ta inscenizacja to przede wszystkim wielki popis aktorstwa Mariusza Jakusa, którego w końcu mogłem zobaczyć w głównej roli razem z Moniką Krzywkowską. Aktorka wypadła świetnie, jakby była stworzona do odgrywania ról postaci z literatury dziewiętnastowiecznej lub przełomu wieków. Wiedziałem to już, gdy zobaczyłem ją w serialu „Polowanie na ćmy”, a teraz jedynie utwierdziłem się w swojej entuzjastycznej opinii, widząc ją jako Sonię Sieriebriakową.

Autor tej sztuki stawia otwarte pytanie, co by było, gdyby spotkały się dwie postaci z różnych utworów Czechowa – Sonia z „Wujaszka Wani” i Andriej z „Trzech sióstr”. To dwoje rozbitków życiowych, których podobieństwo doświadczeń powinno do siebie przyciągać. Jednak czy tak się stanie? Czy wbrew twardym prawom fizyki życie, które rzadko bywa racjonalne, zdoła zbliżyć te dwie zagubione dusze?

Ten spektakl to studium dojmującej samotności, co zaczynamy dostrzegać wraz z odkrywaniem przez bohaterów coraz to nowych kart. Oboje siedzą przy stole i prowadzą dialog de facto o życiu. Ona obłożona dookoła papierzyskami, jako że prowadzi majątek Wani, a on – ze skrzypcami u boku. W trakcie ich rozmowy wychodzą na jaw kolejne kłamstwa Andrieja, który dzięki nim chciał korzystniej wypaść w oczach przypadkowo spotkanej kobiety. Nie jest skrzypkiem filharmonii, lecz gra na ulicy i nie ma dobrze ustawionych dzieci, lecz syna w moskiewskim więzieniu. Co więcej – zostawiła go żona.

Ona wyciąga z torby wódkę i zapijają ból, który przyniosło im życie. Andriej początkowo robi to nieśmiało, żeby nie stracić w oczach Soni. Po czasie wyznaje jednak, że prawie przez dekadę był lokalnym pijaczkiem. Ona odgrywa wielką buchalterkę, której nic nie zgadza się w papierach prowadzonego majątku. Czy jest nią naprawdę? Czy ze wzajemnością zabiega o względy Andrieja?

Dobrze im się rozmawia, chociaż raczej grają przed sobą kogoś, kim nie są w rzeczywistym życiu. Przypomina to sytuację, w której we współczesnych czasach na randce spotyka się dwoje ludzi kreujących w sieci i w rzeczywistości wizerunki zupełnie odmienne od tego, kim są naprawdę. Znakomicie została ta sztuka pomyślana jako gra dwojga bohaterów – zwłaszcza Andrieja Prozorowa, czyniącego podchody przy użyciu dyskusyjnych środków, w celu odczarowania własnej samotności.

Wielkie brawa dla Mariusza Jakusa, który w tym spektaklu pokazał kunszt znakomitego aktorstwa. Zagrał koncertowo człowieka wewnętrznie poturbowanego przez życie i bardzo nieszczęśliwego, który jednak stara się robić dobrą minę do złej gry. Monika Krzywkowska z kolei stworzyła kreację niezwykle porcelanową, jakby była żywcem przeniesiona z dziewiętnastowiecznego dramatu Czechowa. Pod koniec spektaklu Sonia dokonuje korekty kłamstwa, którego dopuściła się w rozmowie z Andriejem Prozorowem. Jej finalne pożegnanie i wyłożenie kart na stół stawia pod znakiem zapytania tlącą się w nim wiarę, że jego los może się jeszcze odmienić.

Dzięki bardzo surowej scenografii, na którą składa się czarna izba ze stołem, kilka krzeseł i niewiele więcej drobnych przedmiotów, widzowie skupiają swoją uwagę na tych dwojgu bohaterach. Może podobać się fenomenalny zabieg reżyserski, gdy Sonia Sieriebriakowa wychodzi, Andriej jeszcze siedzi przy stole z nadzieją, która zupełnie gaśnie wraz ze stopniowym zanikaniem światła. Gdy zapadła ciemność, poczułem wtedy, jakby coś mnie na wylot przekłuło i zrobiło mi się żal bohatera granego przez Jakusa. W końcu każdy ma prawo do odmiany swojego losu i bycia szczęśliwym. Tylko po co udawać kogoś innego na siłę?

Deklaracja dostępności