Afterplay
Sonia i Andriej – nasi znajomi z Czechowa, Piotr Zaremba, w Sieci, 22.09.2026r.

„Afterplay” Briana Friela w reż. Bogdana Michalika w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Piotr Zaremba w tygodniku „Sieci”.

Teatr Współczesny rozpoczął nowy sezon od nieco ponadgodzinnej sztuki „Afterplay” irlandzkiego dramatopisarza Briana Friela. Dostajemy sam dialog dwojga bohaterów najbardziej klasycznych sztuk Czechowa. Słuchamy go z zapartym tchem.

Nieżyjący już Friel wydał tę sztukę w 2002 r. Jest oparta na założeniu, że gdzieś w Moskwie (w jakimś zajeździe) spotykają się Sonia Sieriebriakowa, najmłodsza bohaterka „Wujaszka Wani”, i Andriej Prozorow, brat bohaterek „Trzech sióstr”. Od zdarzeń przedstawionych przez Czechowa minęły lata.

Oboje są podupadłymi, samotnymi ludźmi, chociaż los gorzej obszedł się z Andriejem, który z inteligenta zmienił się w ulicznego grajka. Sonia niby radzi sobie lepiej, nadal zarządza majątkiem, w którym strawiła całe życie – a raczej tym, co z niego zostało.

W opowieściach o własnych zmarnowanych życiach oboje nadal poruszają się w personalnych mikrokosmosach zbudowanych przez Czechowa. Andriej ucieka w konfabulację, potem stopniowo przyznaje się do kłamstw. Sonia wydaje się bardziej wiarygodna, chociaż również nie mówi o sobie całej prawdy. Następuje między nimi zbliżenie, a potem...

Dobrze napisane opowieści o życiowych rozbitkach potrafią wzruszyć. Reżyser Bogdan Michalik postawił na aktorski koncert, ujawniany przy okazji opowieści, jedyne zdarzenia na scenie to jedzenie zupy czy rozlewanie wódki. Zdawało mi się, że Monika Krzywkowska, wytrawna dama polskiego teatru, będzie zbyt błyszcząca jak na Sonię, będącą przecież szarą myszką. No, ale przyjmijmy, że Sonia dojrzała. Aktorka buduje tę postać ze smutnych uśmiechów i małych gestów, jest prostolinijna, ale nie naiwna. Andriej Mariusza Jakusa wydaje się bardziej karykaturalny, złożony z nerwowych odruchów, zmiennych nastrojów. To człowiek złamany. Oglądamy dwie piękne kreacje aktorskie, istotnie prowadzące nas w finale do wzruszenia.

Przyszło mi jednak coś do głowy. „Wujaszek Wania” pochodzi z 1897 r., „Trzy siostry” – z 1901 r. Jeśli założyć, że ich akcja rozgrywa się blisko daty wydania, to po co najmniej 20 latach w Rosji było już po wojnie i rewolucji. Autor nie poważył się na tak śmiały pomysł poprowadzenia dalszych ciągów. Nadal mamy realia caratu. Czegoś takiego – przejścia do nowej Rosji – dokonał Sławomir Mrożek w „Miłości na Krymie”, choć opowiadał tylko o czechowowskich typach, a nie o konkretnych postaciach z jego sztuk. 

Deklaracja dostępności